Z góry już mówię, że brakuje mi ostatnio weny ;-; Czytasz - komentuj ;>
- Coś Ci nie wierzę! - krzyknął widocznie rozbawiony chłopak
- Co mam zrobić, abyś mi uwierzył?
- Nie mam pojęcia - nadal było mu do śmiechu, mi jakoś nie...
- Dobra, zostawmy ten temat... Nazywam się Vanessa, miło poznać... - Dotarliśmy geście przywitania podałam mu rękę
- Tom, ale chyba już wiesz... - zaczął płakać... Nawet nie wiecie jak okropnie się czułam. Tak, ja. Byłam w pełni przekonana, że to przeze mnie. Czułam się okropnie... Nic nie powiedziałam. Poprostu go przytulułam. Czułam, że tak ma być. W końcu powiedziałam :
- Chwila, chodź!
- Po co? - jego piękne, niebieskie oczy spojrzały na mnie z zażenowaniem.
- Naprawimy wszystko...
Pociągnęłam go za rękę i wskoczyłam do piwniczki. Kiedy obaj się tam znaleźliśmy zaniemówił. Bez tłumaczenia zabrałam dzisiejsze ,, narzędzie zbrodni " i pobiegłam w stronę wyjścia z domu.
- Gdzie jest teraz twoja mama? - zapytałam
- W domu. Razem z tatą... On jeszcze o niczym nie wie...
- Dobra, prowadź.
Szliśmy dość długo, aż dotarliśmy do obskurnej kamieniczki. Tom pokazał mi zdjęcia jego rodziców i weszłam do domu. Strzeliłam w mamę i tatę Toma. Zamknęłam drzwi i poszłam w jego kierunku.
- Co ty tam robiłaś? - zapytał
- Naprawiałam - odparłam rozbawiona
Szliśmy chwilę w milczeniu. Mieliśmy już przechodzić na drugą stronę ulicy gdy Tom zaczął kłócić się z gościem w podeszłym wieku. Zorientowałam się w porę, że to kochanek jego mamy. Za cel ustanowiłam sobie jakąś blondynkę. Starszy facet odpuścił sobie kłótnie i podbiegł do niej.
- To ty tych ludzi swatasz? - zapytał Tom
- A co, znowu mi nie wierzysz? - było mi wyjątkowo do śmiechu.
- Jaki jest twój plan?
- Twoja rodzice już się pogodzili. Teraz zesfatałam tą blondynkę z tym gościem. Powinien się odczepić od twojej mamy - widziałam radość w jego oczach. Trwała tylko chwilę :
- Nie zmienia to faktu, że moja mama zdradziła ojca... Nigdy nie wybacze tej ****!
- To twoja matka, nie mów tak o niej! - podparłam plecami mur i rozpłakałam się...
wtorek, 17 marca 2015
poniedziałek, 16 marca 2015
Rozdział 3
Przepraszam za to, że wczoraj nie było posta, ale nie miałam czasu :C Dzięki za komentarze - nawet nie wiecie jak to motywuje ;> Zapraszam do czytania :
Spojrzałam w górę. Chciałam się stąd wydostać, ale sytuacja dawała mi znać, że chyba nie ma takiej opcji. Postrzelałam trochę do książek. Czułam się jak jakieś dziecko bawiące się w Roobina Hooda. Położyłam się na stole i dzieciństwo wróciło. Podwórko, trzepak... Znowu się rozpłakałam, czy ja nie mogę być normalna i cały czas nie użalać się nad sobą?! Nienawidzę tego czegoś, kim teraz zostałam. Nie wiem, ile tam siedziałam. Godzinę, dwie, trzy... Z bezsensownego gdybania wyrwały mnie kroki. Ktoś chodził po moim ,, mieszkaniu "! Z zaciekawieniem nasłuchiwałam dźwięków odchodzących z góry.
- Nienawidzę Cię! - wypalił jakiś nastolatek
- Ale czy ty nie rozumiesz, że nie miałam na to wpływu? Tom, zrozum... - to była chyba jego matka
- Nigdy nie zrozumiem tego, jak mogłaś zdradzić ojca!
- Tom... - kobieta o ciepłym głosie już nie wytrzymała... Wybiegła. Postanowiłam wyjść. Miałam to gdzieś czy mi się uda czy nie. Wiem, że i tak chłopiec mnie nie zobaczy, ale wiedziałam co przeżywa. W moim idealnym świecie przez kilka lat krążył ojciec alkoholik. Moja mama się go bała - ja z resztą też... Aż pewnego dnia zebrała się na odwagę i uciekła. To był najlepszy dzień w moim życiu. Pociągnęłam się i zobaczyłam tego chłopaka. Był śliczny. Był brunetem o pięknych niebieskich oczach. Mogłabym się na niego gapić godzinami, jednak jego wzrok całkowicie mnie spłoszył. Wiedziałam, że mnie nie widzi, ale i tak stwierdziłam, że nie będę się wychylać. Ciekawość jednak wzięła u mnie górę. Wychyliłam się poraz drugi. Wyglądał na ok. dziewiętnaście lat. Nagle jego śliczne niebieskie oczy spojrzały w moją stronę.
- Ej, ty! Nie chowaj się... - zadrżałam
- Ty mnie widzisz? - wypaliłam nieśmiało
- A dlaczego miałbym Cię nie widzieć? - on tak słodko się śmieje...
- Eh, no, nie ważne...
- To pokażesz mi się czy nie?
- Nie za bardzo mogę...
- Dochowam tajemnicy, jeśli to coś strasznego... - wiedziałam, że nie mogę, ale bardzo mu ufałam. Konsekwencje nie były ważne. Liczył się on.
- Masz się nie przerazić, ok?
- A co skrzydła masz? - zaśmiał się.
- A byś się zdziwił... - momentalnie wyskoczyłam z piwniczki i usiadłam na łóżku. Jego oczy były pełne przerażenia... A potem śmiechu.
- To żeś mnie nabrała. Myślałem, że są prawdziwe.
- Są...
Spojrzałam w górę. Chciałam się stąd wydostać, ale sytuacja dawała mi znać, że chyba nie ma takiej opcji. Postrzelałam trochę do książek. Czułam się jak jakieś dziecko bawiące się w Roobina Hooda. Położyłam się na stole i dzieciństwo wróciło. Podwórko, trzepak... Znowu się rozpłakałam, czy ja nie mogę być normalna i cały czas nie użalać się nad sobą?! Nienawidzę tego czegoś, kim teraz zostałam. Nie wiem, ile tam siedziałam. Godzinę, dwie, trzy... Z bezsensownego gdybania wyrwały mnie kroki. Ktoś chodził po moim ,, mieszkaniu "! Z zaciekawieniem nasłuchiwałam dźwięków odchodzących z góry.
- Nienawidzę Cię! - wypalił jakiś nastolatek
- Ale czy ty nie rozumiesz, że nie miałam na to wpływu? Tom, zrozum... - to była chyba jego matka
- Nigdy nie zrozumiem tego, jak mogłaś zdradzić ojca!
- Tom... - kobieta o ciepłym głosie już nie wytrzymała... Wybiegła. Postanowiłam wyjść. Miałam to gdzieś czy mi się uda czy nie. Wiem, że i tak chłopiec mnie nie zobaczy, ale wiedziałam co przeżywa. W moim idealnym świecie przez kilka lat krążył ojciec alkoholik. Moja mama się go bała - ja z resztą też... Aż pewnego dnia zebrała się na odwagę i uciekła. To był najlepszy dzień w moim życiu. Pociągnęłam się i zobaczyłam tego chłopaka. Był śliczny. Był brunetem o pięknych niebieskich oczach. Mogłabym się na niego gapić godzinami, jednak jego wzrok całkowicie mnie spłoszył. Wiedziałam, że mnie nie widzi, ale i tak stwierdziłam, że nie będę się wychylać. Ciekawość jednak wzięła u mnie górę. Wychyliłam się poraz drugi. Wyglądał na ok. dziewiętnaście lat. Nagle jego śliczne niebieskie oczy spojrzały w moją stronę.
- Ej, ty! Nie chowaj się... - zadrżałam
- Ty mnie widzisz? - wypaliłam nieśmiało
- A dlaczego miałbym Cię nie widzieć? - on tak słodko się śmieje...
- Eh, no, nie ważne...
- To pokażesz mi się czy nie?
- Nie za bardzo mogę...
- Dochowam tajemnicy, jeśli to coś strasznego... - wiedziałam, że nie mogę, ale bardzo mu ufałam. Konsekwencje nie były ważne. Liczył się on.
- Masz się nie przerazić, ok?
- A co skrzydła masz? - zaśmiał się.
- A byś się zdziwił... - momentalnie wyskoczyłam z piwniczki i usiadłam na łóżku. Jego oczy były pełne przerażenia... A potem śmiechu.
- To żeś mnie nabrała. Myślałem, że są prawdziwe.
- Są...
sobota, 14 marca 2015
Rozdział 2
Obudziłam się nie otwierając oczu. Liczyłam na to, że to był tylko sen...No cóż, nie był. Chyba było wcześnie, chociaż w sumie jak miałam to określić siedząc w podziemiach...Zaciągnęłam kołdrę na głowę. Nagle poczułam okropny ból w plecach. Myślałam, że nie wytrzymam, a jednak. Wstałam. Stwierdziłam, że muszę bardziej pozwiedzać ,, mój dom". Spojrzałam w prawo - zauważyłam długi korytarz wieloma drzwiami. Otwierałam każde, byleby znaleźć wyjście. Zawiodłam się, takowego nie było...A za każdym pociągnięciem następnej klamki plecy bardziej bolały. Musiałam poszukać łazienki, gorąca kąpiel...O tak ! Na to czekałam ! Puściłam wodę w wannie i poszłam do pokoju obok, który chyba miał być salonem. Usiadłam na kanapie i płakałam z bólu. To tak cholernie bolało! Nie wiem, ile tam siedziałam. Spojrzałam na drzwi. Woda lała się z łazienki.
- ,,Tego mi jeszcze brakowało!"- natychmiast zakręciłam wodę i pobiegłam szukać czegoś, czym mogłabym wytrzeć podłogę. W żadnym z dotychczasowych pokoi nie znalazłam nic takiego. Stałam w korytarzu. Musiałam wyglądać naprawdę przerażająco. Nie zdziwiłabym się gdyby ktoś się mnie przestraszył...
- ,, Chwila, chwila co to jest ?!" - nagle zauważyłam jakąś drewnianą klapę obok ,, mojego" łóżka. Podbiegłam do niej i próbowałam ją otworzyć. Tak bardzo bolały mnie plecy, że nawet nie mogłam podnieść zwykłego kawałku drewna !
- ,, Ku*** ! Jest źle..." - odruchowo złapałam się za plecy. Ku mojemu zdziwieniu wyciągnęłam z nich...Pióro!
- ,, Nie, nie, nie! - rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Tak nie mogło być - Dobra, Van. Weź się w garść! To sen! To musi być sen, a ja zaraz się obudzę, pójdę do szkoły, przywitam się z żyjącym Marcinem, dostanę jeden z testu...Tak, tak będzie".
Jakimś cudem otworzyłam tą klapę . Wślizgnęłam się do środka. Znowu znalazłam się w małym, ładnie urządzonym pokoiku. Na środku stał spory stół. Spojrzałam na blat. W świetle lampy błyszczał wspaniały łuk, do którego dołączony był woreczek ze ,, strzałami miłości" jak z jakiejś krótko metrażowej bajki pisanej przez pijanego gościa siedzącego na kiblu... Obok ,, narzędzia" stały dwie drewniane kukiełki przypominające ludzi. Wszędzie były półki, a na nich wszelkiej wielkości książki, jak się okazało o tematyce miłości.
- ,, Chyba wygląda na to, że jestem amorem"...
- ,,Tego mi jeszcze brakowało!"- natychmiast zakręciłam wodę i pobiegłam szukać czegoś, czym mogłabym wytrzeć podłogę. W żadnym z dotychczasowych pokoi nie znalazłam nic takiego. Stałam w korytarzu. Musiałam wyglądać naprawdę przerażająco. Nie zdziwiłabym się gdyby ktoś się mnie przestraszył...
- ,, Chwila, chwila co to jest ?!" - nagle zauważyłam jakąś drewnianą klapę obok ,, mojego" łóżka. Podbiegłam do niej i próbowałam ją otworzyć. Tak bardzo bolały mnie plecy, że nawet nie mogłam podnieść zwykłego kawałku drewna !
- ,, Ku*** ! Jest źle..." - odruchowo złapałam się za plecy. Ku mojemu zdziwieniu wyciągnęłam z nich...Pióro!
- ,, Nie, nie, nie! - rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Tak nie mogło być - Dobra, Van. Weź się w garść! To sen! To musi być sen, a ja zaraz się obudzę, pójdę do szkoły, przywitam się z żyjącym Marcinem, dostanę jeden z testu...Tak, tak będzie".
Jakimś cudem otworzyłam tą klapę . Wślizgnęłam się do środka. Znowu znalazłam się w małym, ładnie urządzonym pokoiku. Na środku stał spory stół. Spojrzałam na blat. W świetle lampy błyszczał wspaniały łuk, do którego dołączony był woreczek ze ,, strzałami miłości" jak z jakiejś krótko metrażowej bajki pisanej przez pijanego gościa siedzącego na kiblu... Obok ,, narzędzia" stały dwie drewniane kukiełki przypominające ludzi. Wszędzie były półki, a na nich wszelkiej wielkości książki, jak się okazało o tematyce miłości.
- ,, Chyba wygląda na to, że jestem amorem"...
piątek, 13 marca 2015
Rozdział 1
Oto moje pierwsze opowiadanie ( a raczej jego pierwsza część ). Krytykę przyjmuję na klatę xD :
Hej, zapytasz kim jestem ? I tu dostaniesz hmm, chociażby ,, ciekawą" odpowiedź. No cóż...Jestem aniołem. Tak, dobrze przeczytałeś, ale nie jest tak od zawsze...Wiodłam życie, o którym marzyła każda nastolatka. Wiecie, przystojny i mądry chłopak, wspaniała, wyrozumiała przyjaciółka, kochająca rodzina...Gdyby nie jeden dzień...
- Kochanie ? - zapytał Marcin ( wspomniany wcześniej przystojny, mądry chłopak )
- Hmmm? - odparłam
- Pójdziemy do parku na spacer ?
Rozumieliśmy się bez słowa, więc złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę drogi. Przechodząc przez pasy popatrzyłam w stronę aut ,, nie, nie, nie! ". Straciłam przytomność...Przez głowę przeleciały mi wszystkie wspomnienia...I nagle ze wspaniałej wędrówki po moim życiu wyrwał mnie szum aut ,,gdzie ja jestem ?" - pomyślałam. Wstałam i rozejrzałam się. Byłam na jakimś sporym budynku. Przerażona zbiegłam na dół. Gdybyście widzieli minę wszystkich pracowników biura. W sumie, też bym się zdziwiła gdyby jakaś dziewczyna w poszarpanych ubraniach cała we łzach przebiegała po moim biurze...Kiedy znalazłam się już na dole wieżowca zaczęłam biec, wpadałam na setki ludzi, ale wtedy raczej mnie to nie obchodziło. Nie wiedziałam gdzie jestem póki nie wpadłam na jakiś płot. To był płot mojego domu. Z niepewnością uchyliłam drzwi wejściowe. Moim oczom ukazał się policjant, który właśnie oznajmiał moim rodzicom, że umarłam. Byłam jedynaczką, więc logiczne było to, że moi rodzice popadli w niesamowity szloch...Jakże mi ich było żal...Ale chwila, chwila ja UMARŁAM. To w takim razie co ja tu robię ? Miałam tego dosyć. Trzasnęłam drzwiami i znowu uciekłam. Uciekłam tam, gdzie właśnie powinnam być z Marcinem. Usiadłam na ławce i płakałam nie mogłam tego pojąć, to było...Poza granicami mojego myślenia. Jakiś pies zaszczekał, a że jestem nienormalna to musiałam się odwrócić. Obok parku był las, z którego dochodził ten dźwięk. Zauważyłam tam schody, schody prosto w ziemię. ,, W sumie co mi szkodzi i tak już nie żyję..." i ruszyłam w stronę ,,znaleziska". Schodziłam krętymi schodami z rosnącym niepokojem, gdy w końcu dotarłam do małego, skromnego pokoju. Odwróciłam się, a wyjścia już nie było. ,, Czyli jednak mam tu zostać?" skoro już byłam na to skazana to czy miałam jakieś inne wyjście niż rozejrzenie się po moim ,,nowym domu" ? Przeszukałam szafki i natknęłam się na dużą, widocznie starą książkę. Zdmuchnęłam z niej kurz i zabrałam się do czytania. Po pierwszych linijkach już dowiedziałam się, że jestem aniołem. Aniołem, aniołem, który sprawia, że ludzie się zakochują. Jak on miał? Chyba amor, ale w każdym razie nigdy nie miałam chęci zostania aniołem. Nieco przerażona zamknęłam książkę i położyłam się do łóżka licząc na to, że to jest tylko sen. Tym razem długo nie mogłam zasnąć...
Hej, zapytasz kim jestem ? I tu dostaniesz hmm, chociażby ,, ciekawą" odpowiedź. No cóż...Jestem aniołem. Tak, dobrze przeczytałeś, ale nie jest tak od zawsze...Wiodłam życie, o którym marzyła każda nastolatka. Wiecie, przystojny i mądry chłopak, wspaniała, wyrozumiała przyjaciółka, kochająca rodzina...Gdyby nie jeden dzień...
- Kochanie ? - zapytał Marcin ( wspomniany wcześniej przystojny, mądry chłopak )
- Hmmm? - odparłam
- Pójdziemy do parku na spacer ?
Rozumieliśmy się bez słowa, więc złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę drogi. Przechodząc przez pasy popatrzyłam w stronę aut ,, nie, nie, nie! ". Straciłam przytomność...Przez głowę przeleciały mi wszystkie wspomnienia...I nagle ze wspaniałej wędrówki po moim życiu wyrwał mnie szum aut ,,gdzie ja jestem ?" - pomyślałam. Wstałam i rozejrzałam się. Byłam na jakimś sporym budynku. Przerażona zbiegłam na dół. Gdybyście widzieli minę wszystkich pracowników biura. W sumie, też bym się zdziwiła gdyby jakaś dziewczyna w poszarpanych ubraniach cała we łzach przebiegała po moim biurze...Kiedy znalazłam się już na dole wieżowca zaczęłam biec, wpadałam na setki ludzi, ale wtedy raczej mnie to nie obchodziło. Nie wiedziałam gdzie jestem póki nie wpadłam na jakiś płot. To był płot mojego domu. Z niepewnością uchyliłam drzwi wejściowe. Moim oczom ukazał się policjant, który właśnie oznajmiał moim rodzicom, że umarłam. Byłam jedynaczką, więc logiczne było to, że moi rodzice popadli w niesamowity szloch...Jakże mi ich było żal...Ale chwila, chwila ja UMARŁAM. To w takim razie co ja tu robię ? Miałam tego dosyć. Trzasnęłam drzwiami i znowu uciekłam. Uciekłam tam, gdzie właśnie powinnam być z Marcinem. Usiadłam na ławce i płakałam nie mogłam tego pojąć, to było...Poza granicami mojego myślenia. Jakiś pies zaszczekał, a że jestem nienormalna to musiałam się odwrócić. Obok parku był las, z którego dochodził ten dźwięk. Zauważyłam tam schody, schody prosto w ziemię. ,, W sumie co mi szkodzi i tak już nie żyję..." i ruszyłam w stronę ,,znaleziska". Schodziłam krętymi schodami z rosnącym niepokojem, gdy w końcu dotarłam do małego, skromnego pokoju. Odwróciłam się, a wyjścia już nie było. ,, Czyli jednak mam tu zostać?" skoro już byłam na to skazana to czy miałam jakieś inne wyjście niż rozejrzenie się po moim ,,nowym domu" ? Przeszukałam szafki i natknęłam się na dużą, widocznie starą książkę. Zdmuchnęłam z niej kurz i zabrałam się do czytania. Po pierwszych linijkach już dowiedziałam się, że jestem aniołem. Aniołem, aniołem, który sprawia, że ludzie się zakochują. Jak on miał? Chyba amor, ale w każdym razie nigdy nie miałam chęci zostania aniołem. Nieco przerażona zamknęłam książkę i położyłam się do łóżka licząc na to, że to jest tylko sen. Tym razem długo nie mogłam zasnąć...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)